sobota, 31 stycznia 2009

Karły zdobędą wiosnę

Karzeł. Od jakiegoś czasu to słowo stanowi klucz do coraz większej ilości kuferków w mojej głowie. Jako szczyt lansu, hedonizmu i huraburżujstwa uważałem organizowanie przyjęć na których karzeł w liberii będzie roznosił szampana i pączki. Karzeł w liberii, co prawda roznoszący niekonsumpcyjny telefon, bryluje w jednej z pierwszych scen "Las Vegas Parano". Jednak tak naprawdę wielki szacunek do potencjału jakim dysponuje ród "małych ludków" wzbudził we mnie program "Człowiek kontra Bestia" emitowany w Polsacie. W jednym z odcinków uśmiechnięty jak księżyc z bajki prezenter z wielkim entuzjazmem podsycił w telewidzach ciekawość co do tego, czy samolot pasażerski typu DC-10 szybciej przeciągnie po pasie startowym zaprzężony do niego słoń (wersja indyjska), czy 44 karłów (zapewne krew ich dawne bohatery). Więc daliśmy się podsycić, a zaraz potem naszym oczom (naszym, czyli czerwonookim entuzjastom nocnych landrynek i przytulaków polsatowskich, grzebiących tłustymi paluchami w pustych miseczkach po solonych orzeszkach) zaprezentowane zostało to na co tak podsyceni byliśmy. Kij ze słoniem! Wyobrażacie sobie 44 karłów ciągnących samolot?!

Oczywiście w poważnym i szacownym programie takim jak "Man vs Beast" nikt nie powie na wizji "karzeł". Zastąpiono to politycznie poprawną formułką "Little men/woman/people". Ale z drugiej strony przecież nikt nie będzie nam wciskał kitu, że to tacy ludzie tylko mali. Gdyby tak było, nie przytroczylibyśmy ich do samolotu, przecież nie byłoby to śmieszne. Ale karły, wraz ze swoją wieków sięgającą tradycją cyrkowo-dziwową, lunaparczeniem w towarzystwie brodatych kobiet i kóz z naroślą dziwnie przypominającą Jezusa, zabawne są co nie miara i jak z cebra. O czym świadczy przebieg narracji sportowego wydarzenia skupiającej się tylko i wyłącznie na niewyrośniętej drużyny.
Nie samym karłem zaprzęgowym kultura jednak się pasie. Znajdą się i tacy co nad karła pociągowego przedkładają pociąg do karłów. Wszelkiej maści „Midget Fuckers” , w częściach niezliczonych, jak i inne odmiany pornografii oscylujące uparcie nad gniazdem kolejnych parafraz „Małego człowieka z Wielkim” i tym podobnych tytułów mają się nad wyraz dobrze. I nie powinno to chyba nikogo dziwić, gdyż nawet, wydawałoby się, kompletnie niestrawne odmiany ruchomej golizny znajdują swoich odbiorców, nawet jeśli ci sięgają po nie, nie dla podniety i radosnych aktów masturbacji, ale powodowani li tylko zwykłą ciekawością.
Porno-celebrytką w rozmiarówce XXS jest między innymi ( o których to innych wspominać mi się jednak w tej chwili nie chce) jest Bridget Powers , vel Powerz, vel Bridget the Midget.

Ta sympatyczna (zapewne) młoda (to kwestia osobistej oceny) dama (niepodważalnie) udziela się we wszelkiej maści produkcjach skierowanych do widzów lubiących takiego rodzaju produkcje. Cóż, jednak jakby na to nie patrzeć pozycja gwiazdy karłowego porno stawia cię w lepszym świetle niż godzenie się na wytrzymałościowy wyścig ze słoniem w towarzystwie 43 podobnych, równie godnych pożałowania, starających się za wszelką cenę dobrze bawić (a tak naprawdę własnym kosztem stanowić zabawę dla innych) konusów.
Bridget, zapewne podłapawszy od utalentowanej panny Grey przepis na wyjście z , jakby nie było, getta pornosów, zaśpiewała piosenkę "My Friend Mark",

dała się nagrać przypadkowej osobie na komórkę ( co także można znaleźć na YouTube) , także, a jakże! gwiazduje w "Its All About Bridget"

W zasadzie, czy karle porno to w skrócie XXX-S ?
Jak jest powszechnie wiadomym – karzeł też człowiek. No może nie do końca – nie każdy człowiek wygląda zajebiście w kapeluszu i paląc cygaro. Porzućmy jednak tą dygresję, mimo że przecież wspaniałą wizję maluje nam przed oczyma i wróćmy do meritum. Karzeł jako człowiek, cokolwiek mniej wyrośnięty niż inni (ale czasem niewiele mniej) żyć chciałby jak wszyscy. W końcu żyjemy w epoce coraz weselej i odważniej klepiącej nas po plecach tolerancji dla „innego” (tu jako termin, na Boga! , socjologiczno-psychologiczny) a więc i tolerancji dla karła. Karła, który też walczy o swoje wyniesienie na płaszczyznę praw do której wcześniej dosięgnąć mogli ludzie nie mniejsi niż 1.6 m , a ci to i tak stając na palcach. Jako że równouprawnienie musi realizować się we wszystkich dziedzinach życia , karzeł ma też prawo być głupi, próżny, sławy pożądać, nie mając przy tym nic do zaoferowania poza swoją aż do bólu smutnym i bezdennym prostactwem. Innymi słowy: może chcieć wystąpić w programie Jerry’ego Springera.


Skoro więc karła urównouprawniło , to i moje poczucie humoru sam przed sobą równouprawniam , by będąc poprawnym, równocześnie śmiać się mogło ze wszystkiego. W tym , oczywiście, z karłów.
I będę to robił dopóki będzie istnieć jeszcze pojęcie karła. A nie będą to wieki, bo oczywistym jest, że z powodu przeludnienia wszyscy zaczniemy niedługo się rodzić w wielkości bardziej mini niż maxi. Chińczycy już zaczęli! Wiosnę roku 2050 zdobędą karły!

3 komentarze:

lewar pisze...

cudne.
wytatuuję to na plecach mojego personalnego karła.

zakochałem się w tym tekście.

Monika Pastuszko pisze...

Zgadzam się, Lwr. To zapiera dech.

fight!suzan pisze...

Czego to ludzie nie wymyślą. Jako dodatek do kolekcji scena z nazi-karzełkami sex-zabawkami z komiksu 'Transmetropolitan':

http://i42.tinypic.com/28k5yqe.jpg