piątek, 20 sierpnia 2010

Gdybaki na supermańskie przekładańce S.Barańczaka na odcinku bydła kolorowego


Tekst z 09-11-2008, 13:08 - opublikowany na portalu g-punkt.pl. Ostatnio poświęciłem sporo czasu żeby go znaleźć, bo google chyba go już nie indeksuje. nie wiem. więc zanim zniknie, to go pomnażam tu.
-----------------------------------------------------------------------------------
Gdyby mroki historii miały choćby w teorii poczucia humoru za krzty,
znany skądinąd Stańczyk w nazwisku miałby „a” zamiast „y”.

Wtenczas przy plebiscycie „Kto na dowcipu szczycie?”
podniósłbym zaśpiew nie lichy (i na pewno nie liszki) :

„Wcale nie żaden Stańczak, Stanisław Barańczak
tym na wieki się wsławił, że tak Naród rozbawił,
aż w Narodzie skręciły się kiszki”!




„Fioletowej krowy” chciałbym tu poruszyć kwestię
- antologii co jak piach wsypała się w moje tryby
wolnego czasu. W kontredansie ambarasu te wierszydła-bestie
szczerzą macierze, lecz nim o nich, najpierw – co by gdyby:

Gdybym zamiast amnezji miał ataki finezji, jak finezyjne są wiersze w tej księdze
Niczym garnek radosnych ziemniaków bez kpiny wykipiałbym
na ich cześć wieczną i chwałę poprzeczną. I naprędce
świetny rymnąłbym pochwalny tu rym.

Świetność ta zasługą jest autorów,
ale na równi zasługą tłumacza
co z sensu czasem zbacza , a treści wypacza,
by nie zmniejszyć o cal absurdu humorów.

Mówiąc jednym słowem
do tego kolokwialnie:
te translacje to wiersze wręcz nowe,
bo śmiertelnie prześmiesznie,
a nie prze-literalne
tłumacz zrobił je z głową i stojąc na głowie.

Gdybym „Fioletową krowę” chciał kup-
ować, to kupił bym może i pięć, albo osi-
em. Po jednej dla ciotki, kuzyna, osła lub kota,

resztę dla głów Państw Osi.

Trzysta trzydzieści trzy mów
aż się prosi, by czytał je ktoś, albo ktosi.

Sfora różnorymów siedząca w tej krowie
wyszczerz spowoduje nawet u zombity.
Wiersze dłuższe, średnie, bonmotowe pchełki
Wszystkie warte siebie, każdy znamienity.

Więc się ogarnij
i jak zwierz
bież
do księgarni
i wierz
mi, lepiej
zrób to
bo kupno
tej książki to
dobro,
a niekupno to zło.

I nie ważne czy na znaczku masz Oslo, czy Krosno
Powtarzam raz jeszcze wiadomość radosną:

Jesieną czy latem, czy zimą, czy wiosną
Czy jabłka przejrzeją, czy krowy przerosną
Niech wzrasta w was absurdu zalążek
Bo to społeczny obowiązek
Na książkę tą wysupłać pieniążek.

2 komentarze:

Monika Pastuszko pisze...

Znakomite.

A weź wrzuć gdzieś jeszcze od nowa maszyny wierszujące i Derridę recytującego wiersze, bo się zapodziały.

Monika Pastuszko pisze...

No to chociaż wyślij mi na mail! Proszę!